Do kogo będzie należał „złoty pociąg”

IMGP6263

Do kogo będzie należał „złoty pociąg”

Marek Dudziak, Odkrywca nr 10 (201), październik 2015

Kto i jakie może mieć roszczenia związane ze „złotym pociągiem” w świetle obowiązujących obecnie przepisów.

Latem tego roku informacja o odnalezieniu „złotego pociągu” jak tsunami obiegła świat. Obok związanych z nią rozmaitych spekulacji co do jego ładunku, pojawiły się związane z tym odkryciem pierwsze roszczenia, a w dyskusjach rozważa się, komu przypadnie miano znalazcy i jakie będą z tego tytułu profity. Wszystko to, moim zdaniem, ma dziś charakter dzielenia przysłowiowej skóry na niedźwiedziu.

Jest to jednak dobra okazja do omówienia, jakie w tej sprawie obowiązują przepisy, komu może przypaść prawo własności do znaleziska i kto ewentualnie może liczyć na znaleźne.

Definicja zabytku

W pierwszej kolejności zajmijmy się problemem znaleźnego. Pojęcie to występuje w ustawie z dnia 2 lutego 2015 r. o rzeczach znalezionych, która obowiązuje od dnia 21.06.2015 r. Określa ona obowiązki i prawa znalazcy, postępowanie w sprawach odbierania zawiadomień
o znalezieniu rzeczy, przyjmowania i przechowywania rzeczy znalezionych oraz poszukiwania osób uprawnionych do ich odbioru i postępowanie z rzeczami o wartości historycznej, naukowej lub artystycznej. Jej lekturę warto polecić każdemu poszukiwaczowi skarbów.

Jej przepisy, zgodnie z art. 3, nie stosuje się jedynie do zabytków archeologicznych. Tutaj od razu muszę przypomnieć, że pojęcie zabytku archeologicznego zostało określone w art. 3 pkt 4 ustawy z dnia 23 lipca 2003 r.  o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami. Stanowi, że jest nim „zabytek nieruchomy, będący powierzchniową, podziemną lub podwodną pozostałością egzystencji  i działalności człowieka, złożoną
z nawarstwień kulturowych i znajdujących się w nich wytworów bądź ich śladów albo zabytek ruchomy, będący tym wytworem.” Zwracałem już na stronach „Odkrywcy” uwagę, że ta ustawowa definicja jest bardzo nieprecyzyjna. W związku  z tym, że nie zawiera cezury czasowej, kierując się jej treścią możemy dojść do absurdalnych wniosków, że np. zawartość naszego przydomowego śmietnika zawiera takie zabytki. Moi adwersarze będą się tutaj zapewne odnosić do definicji ogólnej zabytku sformułowanej  w art. 3 ust.1, który mówi, że, „zabytek, to nieruchomość lub rzecz ruchomą, ich części lub zespoły, będące dziełem człowieka lub związane z jego działalnością i stanowiące świadectwo minionej epoki bądź zdarzenia, których zachowanie leży w interesie społecznym ze względu na posiadaną wartość historyczną, artystyczną lub naukową.” Jest dla mnie oczywiste, szczególnie śledząc praktykę w tym zakresie, że mój pogląd jest w pełni uzasadniony. Ocena wartości jest bowiem subiektywna, a wytworów ludzkiej działalności i tych z odległych czasów, i tych z bliskich, wokół nas jest mnóstwo. I dlatego rzecz, która dla jednych będzie posiadała wartość historyczną, dla innych będzie tylko śmieciem.

IMGP6263

Wykarczowany teren w pobliżu 65 km. Czy uda się tu odnaleźć słynny na cały świat pociąg?

Definicja znalazcy i znaleźnego

Wracając do ustawy o rzeczach znalezionych, która w mediach jest najczęściej przywoływana, należy na wstępie zauważyć, że zgodnie
z jej art. 4 ma ona zastosowanie wyłącznie do osób, które rzecz znalazły i do postępowania z tym związanego, a więc o postępowaniu które ma miejsce po, a nie przed znalezieniem – odkryciem. Mówi on bowiem „kto znalazł rzecz”. Jest więc oczywiste, że przepis mówi o znalezieniu rzeczy, a więc o zdarzeniu, które już nastąpiło, a nie  o takim, które nastąpi w przyszłości. Warto tu przytoczyć definicję  z Małego Słownika Języka Polskiego (PWN), który podaje, że „znalazca”, to „osoba, która znalazła czyjąś zgubę”. Wszędzie używa się czasu przeszłego. I dlatego zadać tutaj należy pytania – czy „złoty pociąg” został znaleziony? Czy też podano tylko informację  o tym, że być może we wskazanym miejscu on się znajduje (bo według moich informacji nie można dziś jednoznacznie stwierdzić, że on tam jest)? Odpowiedź jest oczywista. Wiedzieć o skarbie, to nie wszystko. To dopiero początek drogi do jego odnalezienia, do potwierdzenia informacji. Dlatego, moim zdaniem, przymiot znalazcy będzie przysługiwał wyłącznie osobie, która pierwsza wejdzie do zasypanego tunelu i pierwsza dotknie „złotego pociągu”. Śledząc doniesienia prasowe można przyjąć, że zapewne będzie to ktoś  z wojskowej lub innej ekipy, która być może będzie prowadzić prace poszukiwacze. Najlepiej byłoby, gdyby odkopania tunelu dokonały osoby dysponujące informacją. Nie będzie wówczas dyskusji, komu należy się przymiot znalazcy. Mam nadzieję, że dla wszystkich czytelników „Odkrywcy” jest oczywiste, że wbrew tytułom prasowym „złotego pociągu” jeszcze nie odnaleziono.

W prasie, m.in. w „Rzeczypospolitej” (dostęp z 21.09.2015 r. „Złoty pociąg – kto może zacierać ręce”, Marek Domagalski), przedstawia się inne stanowisko powołując się, moim zdaniem, na błędną wykładnię art. 8 cytowanej ustawy. Przepis ten mówi: „w przypadku gdy przechowanie lub oddanie rzeczy przez znalazcę jest niemożliwe albo połączone z niebezpieczeństwem pogorszenia się rzeczy, trudnościami lub znacznymi kosztami, znalazca może ograniczyć się do wskazania osobie uprawnionej do odbioru rzeczy, właściwemu staroście lub właściwemu zarządcy miejsca, w którym rzecz się znajduje.” Po jego uważnym przeczytaniu dostrzeżemy, że i on mówi o postępowaniu, które może być realizowane po znalezieniu rzeczy

Be the first to comment on "Do kogo będzie należał „złoty pociąg”"

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*