Prawdziwy „złoty pociąg”

2._Plan_Piechowice_1998_2 (1)-glowne

Prawdziwy „złoty pociąg”

Krzysztof Krzyżanowski, Odkrywca nr 10 (201), październik 2015

Podczas gdy prawie cały świat emocjonuje się informacją
o odnalezieniu „złotego pociągu” pod Wałbrzychem,
warto zauważyć, że nazwa ta zarezerwowana jest od
lat 90. dla zgoła innego, choć równie sensacyjnego
i budzącego emocje obiektu.

Na początku października 1994 roku do Stanisława Żelichowskiego, ówczesnego Ministra Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa zgłosił się przedsiębiorca z podwarszawskiego Raszyna Władysław Podsibirski z nietypową sprawą. Twierdził, że „jest w posiadaniu informacji i dokumentów, dotyczących znacznej wartości mienia, pochodzącego z okresu II wojny światowej”. Owe informacje musiały wywrzeć właściwe wrażenie na ministrze, który oświadczył na piśmie, że „Pan Podsibirski ma prawo do znaleźnego zagwarantowane w przepisach art. 186 i 189 kodeksu cywilnego”, znane także jako prawo „do znaleźnego”. Minister zawarł w swoim oświadczeniu specjalną klauzulę, która uzależniała ważność oświadczenia od tego, czy Pan Podsibirski „wskaże miejsce złożenia w/wym mienia oraz przekaże dokumentację, a także pod warunkiem, że przekazane informacje okażą się prawdziwe i pomocne w odnalezieniu mienia”. Przekazanie dokumentacji miało nastąpić do dnia 24 października 1994 roku, co miało zostać potwierdzone osobnym dokumentem. Kto mógł się domyślać, że sprawa, która rozpoczęła się od tak mocnego akcentu, nie zostanie rozwiązana przez następne długie lata. Co ciekawe, sprawa wciąż żyje, ponieważ korespondencja pomiędzy jej stronami trwa… aż po dziś.

Ustalenia „Odkrywcy”

Według ustaleń mojej redakcyjnej koleżanki Izabeli Kwiecińskiej i kolegi Piotra Maszkowskiego, które zostały opisane w „Odkrywcy” 9 lat temu (nr 12/2006), sprawcą całego zamieszania miał być Henryk G., mieszkaniec Kielc i jedyny rzekomo posiadacz oryginalnego kompletu dokumentów. Podsibirski twierdził, że cennych dokumentów szukał w Niemczech, Kanadzie i Boliwii, ale odnalazł je dopiero w polskich Kielcach. „Dokumenty zostały przejęte od córki wdowy wysokiego funkcjonariusza III Rzeszy stacjonującego w Petersdorfie” pisał w jednym ze swoich opracowań. Petersdorf to oczywiście Piechowice, sudecka miejscowość leżąca w pobliżu Jeleniej Góry na Dolnym Śląsku. Wersja ustalona przez Kwiecińską i Maszkowskiego była bardziej banalna, co nie znaczy, że mniej ciekawa. „»Kielczanin« [Henryk G. – dop. autora] miał być zaopatrzeniowcem z Piechowic, który przywoził części z Raszyna, firmy Podsibirskiego. Przez lata panowie zaprzyjaźnili się, a wspólną ich pasją były opowieści o nieprzebranych bogactwach ukrytych na Dolnym Śląsku, m.in. w Górze Sobiesz, o których „Kielczanin” wiedział bardzo dużo. Na temat tego, kim był Henryk G. powstało kilka bardziej lub mniej sensacyjnych teorii, począwszy od tego, że „był to jeden ze strażników SS, chroniący pociągi do Piechowic”, do wersji, że był to tzw. „strażnik, członek Hitlerjugend”, który widział moment ukrycia skarbu. Nie próbując rozstrzygnąć tej zagadki, dodam tylko, że Henryk G. był przesłuchiwany przez oficerów Urzędu Ochrony Państwa, którzy ocenili bardzo nisko wiarygodność jego informacji.

2._Plan_Piechowice_1998_2 (1)-glowne

„Zagadkowa” lokalizacja na górze Sobiesz koło Piechowic z opisem Podsibirskiego. Dokładnie w tym miejscu Mirosław Figiel „zlokalizował” „złoty pociąg” w grudniu 2012 roku. Archiwum Ministerstwa Finansów.

„W górze Sobiesz ukryto 51 wagonów złota”

Sam Władysław Podsibirski inaczej opisuje początek swoich poszukiwań. W aktach jego sprawy, do których dotarłem w Ministerstwie Finansów, znajduje się jego własna wersja zdarzeń. „W dniu 5 marca 1977 roku dokonałem pierwszej zapłaty w kwocie 100 tysięcy złotych za informację związaną z lokalizacją ukrytych zawłaszczeń EUROPY, AFRYKI z depozytami banków okupanta (…). Przez wiele lat wędrowałem trudną i kosztowną drogą przez Górny, Dolny Śląsk i nie tylko, a środki finansowe pobierałem między innymi z mojego prowadzonego przedsiębiorstwa produkcyjnego. W 1998 roku wszedłem w posiadanie informacji, że Niemcy w obszarze około 1000 hektarów, gdzie w skład wchodziło siedem gór: Ostrosz, Sobiesz, Młynik, Piechowickie Wzgórza, Grzybowiec, Sośnik, Trzemielak pomiędzy Sobieszowem a Michałowice, Piechowice a Jagniątków – ukryli dobra materialne na głębokości od 10 m do 180 m”. Podsibirski podawał dość precyzyjne informacje, co do zawartości ukrytych dóbr. „(…) W górze Sobiesz [ukryto] 51 wagonów złota, ponad 10m2 brylantów, w 13 skrzyniach obrazy z Luwru, w 11 skrzyniach komnata bursztynowa, w 9 dużych halach zapełnione i 6 transportów kolejowych w tym GERINGA [pisownia oryginalna – dop. autora]”. W 1992 roku Podsibirski odwiedził Jerzego Nalichowskiego, ówczesnego wojewodę jeleniogórskiego. Okazuje się, że jego także namawiał do zawarcia umowy o nagrodę, jednakże „wojewoda na spotkaniu oświadczył, że mimo posiadanych planów sprawa go nie interesuje. Być może oświadczenie było podyktowane tym, że wcześniej syn kapitana SS z płk wysokiego wzrostu z U.O.P. »obrobili« 2 wagony z zawartością złota ukryte w g. Ostrosz (…)”. Następnie Podsibirski opisuje dalsze spotkania i rozmowy z kolejnymi urzędnikami, aż do spotkania z Ministrem Żelichowskim, do którego doszło w 1994 roku. Zdaniem Podsibirskiego minister miał „poprosić o wskazanie terenu. Zgodnie z życzeniem ministra Żylichowskiego [pisownia oryginalna] dyrektor gabinetu umówiła mnie na wycieczkę do Piechowic, aby ministrowi wskazać lokalizację ukrytych dóbr. Po wizycie w terenie Minister upoważnił dyrektora gabinetu, aby z grupą geologiczną przeprowadził badania w terenie”. Po przeprowadzeniu badań Minister Żelichowski zdecydował się na wydanie oświadczenia, które przytoczyłem na wstępie mojego materiału.

Be the first to comment on "Prawdziwy „złoty pociąg”"

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*